sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział II Życie codzienne

   Obudził się cały obolały. Nic dziwnego. Przecież spał na fotelu. Kark miał cały obolały. Po powrocie do Instytutu poszedł do biblioteki by poszukać coś o innych aniołach. Niestety w podręcznikach dla Nephilim nic nie było. Postanowił poszukać w innych książkach. niestety znów nic nie znalazł. Siedział nad jedną całą noc, ale nie pamiętał, czy w ogóle to dokończył. Popatrzył na kolana. Na nich leżała książka w czerwonej skórzanej okładce ze złotym napisem Historia Aniołów. Znał ją na pamięć ale i tak chciał zobaczyć. Było tu opisane wszystko. Powstanie aniołów, bunt, upadek... Dalej jest coś jeszcze, ale przysnął.
   Chciał znów wrócić do lektury, ale nagle w drzwiach ukazała się pewna postać. Idealna kobieca sylwetka była opięta czarną, krótką sukienkę, bez ramiączek. Włosy do łopatek koloru jasnego brązu były rozpuszczone. Na nogach wysokie szpilki, a w rękach parująca filiżanka kawy. Na jej zmysłowych czerwonych ustach pojawił się uśmieszek. Poruszyła długimi rzęsami a jej brązowe oczy skierowały się na niego. Ruszyła powoli, ale z gracją. Przeszła przez schody i podeszła do niego. Usiadła na jego kolanach, odstawiła kubek na blacie obok, on objął ją w talii i przyciągną do siebie. Pocałował ją delikatnie, ale ona chciała czegoś więcej. Zaczęła całować go coraz bardziej brutalnie. Poczuł w ustach smak krwi. Znowu przygryzła mu wargę. Odsunęli się od siebie szybko dysząc. Mógł wyczuć jak się uśmiecha.
   - Wróciłeś wczoraj bardzo późno. Opowiesz mi co się stało, że całą noc spędziłeś w bibliotece?
   Pokrótce opowiedział jej dziwne zdarzenie pomijając fakt SMS-a.
   - W sumie słyszałam o czymś takim. Ta książka którą teraz czytasz ma tam opis takiej podobnej anielicy. To ja może pójdę i zostawię cię z kawą i myślami. Tylko obiecaj mi, że przyjdziesz choć mi pomachać na pożegnanie - na jej twarzy pojawił się grymas złości. - Nie było cię kiedy przyjechałam to może teraz przyjdziesz mnie pożegnać? - Zauważyła jego pytający wyraz twarzy. - Dzisiaj jadę do rodziny. Nie mów mi nawet, że zapomniałeś.
   - Kochanie przepraszam, ale nie dam rady. Mam dzisiaj widzenie z Deusem i Infernusem. Nie mogę tego opuścić. Wiesz jakie to ważne. - Popatrzył się na nią przepraszająco i równocześnie błagająco. - Muszę wiedzieć czym jest ta dziewczyna.
   - Nigdy nie masz dla mnie czasu! - Na jej twarzy pojawiła się furia. - Wszystko jest ode mnie ważniejsze! - Wstała z niego i podeszła do drzwi. - Jeśli nie przyjdziesz zrywam zaręczyny.
   Szybko podszedł do niej i wziął ją w objęcia i namiętnie pocałował. Stali tak w objęciu przez chwilę. Ona jako pierwsza odsunęła się od niego.
   - Susan, wesz, że cię kocham, ale nie mogę opuścić tego spotkania. Oni sami mnie wezwali. - Przytulił ją mocniej i wtulił twarz w jej włosy. Dodał jeszcze w myślach Chciałbym, żeby ta pieprzona wojna się już skończyła. - Jak to wszystko się uspokoi wyjedziemy z tond gdzieś daleko, gdzie nikt nas nie znajdzie. Obiecuje.

***

   Mia jak zwykle wstała dość wcześnie. Znów miała ten dziwny sen. Ma skrzydła. Stoi na klifie jeden krok i spadłaby w wzburzone ciemne fale. Jednak zrobiła krok, ale nie spadła. Jej białe skrzydła lśniły srebrnym blaskiem. Poruszały się powoli i z wielką gracją tak, że wywoływały nie mały podziw. Po chwili znalazła się około trzy metry od brzegu. Nagle przeszył ją wielki ból. Chciała krzyczeć, ale się powstrzymała. Dopiero po chwili zauważyła, że z jej skrzydeł zaczynają wypadać pióra. Była z tego powodu szczęśliwa. Nagle na brzegu klifu pojawił się jakiś chłopak. Był ubrany na czarno z blond włosami. Nagle zaczęła spadać w dół. Zawsze w tym momencie się budziła i nasłuchiwała.
   Ojczym już wstał. Właśnie robił kawę w ekspresie. Dziewczyna postanowiła się załapać na poranną kawę. Wstała z łóżka. Pościeliła swoją białą kołdrę i popatrzyła kontem oka na swój wygląd. Czarne skołtunione włosy do pasa, zaspane oczy, pomarańczowo kremowe piżama na ramiączkach. Tak, kawa dobrze nam zrobi. Pomyślała. Wyszła z pokoju. Hol był skąpany w świetle. Na panelach od razu u jej stóp pojawił się miniaturka yorka teriera. Sunia zaczęła skakać po jej nogach. Mia wzięła ją na rączki, a psinka zaczęła ją lizać. Dziewczyna zachichotała. Nie uszło to uwadze mężczyźnie stojącego przy ekspresie do kawy.
   Lekki zarost, krótko obcięte włosy i podkrążone oczy świadczyły o jego zmęczeniu. Na ustach miał pogodny uśmiech, oczy brązowe i na policzku blizna po wypadku z dzieciństwa. Był w samych czerwonych bokserkach. Ciało nie miał idealne. Wręcz przeciwnie, tęgi. Ale mimo wszystko darzyli siebie wielką sympatią.
   - Chcesz kawę? - Zapytał wskazując na ekspres.
   - Jasne - posłała mu promienny uśmiech odstawiając Sonie na ziemię - kto wczoraj wygrał?
   - Chile - popatrzył na nią ze zdziwieniem. - Znowu miałaś nosa.
   - Trzeba było ze mną oglądać 4fun tv - uśmiechnęła się do niego wspominając wczorajszy dzień przed wyjazdem do Katie. Siedziała przez chwilkę przez telewizorem i patrzyła jak kto według innych powinien ich zdaniem wygrać. Padło na Chile więc na nich stawiała. - Czyli wisisz mi dychę - wyszczerzyła się
   - Zdradź mi gzie ty tą kasę wydajesz chociaż. - Podszedł do szafeczki nad blatem i wyją z niej portfel. Wyciągną dziesięć dolarów i dał je dziewczynie.
   - Za rogiem jest księgarnia gdzie podają wyśmienite late i ciasto czekoladowe. - Uśmiechnęła się do niego promiennie. On podał jej kawę powstrzymując przed śmiechem. - No co?
   - Tam chodzi też Daniel z kolegami.
   - I co z tego? - coraz bardziej poirytowana upiła łyk kawy i się skrzywiła. Czarna. Nienawidziła czarnej. Podeszła do lodówki i wyciągnęła z niej mleko. Nalała troszkę do kawy i upiła łyczek. Idealna.
   - A to, że mają tam takiego jednego przystojniaka - popatrzyła na niego z ironią. Doskonale wiedział, że żaden z nich się jej nie podoba.
   - Serio? - Poszła do pokoju i przyniosła z tamtą tablet. Otworzyła to co chciała i mu pokazała. - To od tego chłopaka który tak bardzo ci się "podoba" - Na tablecie był otworzony Ask i kolega Daniela napisał jej: Masz ładne cycki, i chcę cię zaciągnąć do hotelu by tam pokazać ci moją brutalną stronę :). Najbardziej dziwne było to drugie. Widziała jak twarz Wiliama zaczyna przybierać kolor czerwony. - Wątpię czy kiedykolwiek bym się z nim umówiła. - Wyraźnie mu ulżyło bo czerwony kolor zszedł z jego twarzy. Uśmiechną się do niej słabo.
   - Mądra dziewczynka - pocałował ją w czoło. Zawsze tak robił gdy mi współczuł i był ze mnie dumny. - A tym chłopakiem to się nie przejmuj. Już ja z nim pogadam o tym motelu. - Powiedział i poszedł do łazienki wziąć prysznic.
   Mia popatrzyła na salon. Szklany stolik do kawy na gipsie podobnym do greckiej kolumny. Duża kremowa sofa z poduszkami zaczęła ją wołać by usiadła. Pomyślała, że to jest dobra opcja. Rozsiadła się i popatrzyła przed siebie. Płaski telewizor Toshiba był włączony na jakimś starym serialu. Przełączyła na Discovery gdzie akurat leciał program "walka o bagaż". Ten program ją odprężał.
   Po piętnastu minutach Andrew wyszedł z łazienki. Mia poszła wziąć prysznic. Pod ciepłą wodą wróciła myślami do swojego dzisiejszego snu. Znowu wydawało jej się, że to jest ten klif niedaleko ich domu. Jednak zawsze odrzucała od siebie tę myśl. Gdyby jednak to był ten klif? To co? Przecież nie jestem aniołem. To wszystko wina książek! Myślała o czym była jej poprzednio przeczytana książka. Nie było w niej nawet wzmianki o aniołach. Mia uznała, że trzeba znów odwiedzić psychiatrę. Chciała nim zostać choć sama potrzebowała od czasu do czasu jego pomocy. Poszła do pokoju i ubrała dżinsowe, krótkie spodenki i koszulkę z zespołem rockowym. Związała włosy w wysoki kucyk.
    Zawołała swoją sunię i zapięła ją w szelki. Sama ubrała glany i wyszła.

***

    Alex zszedł do garażu i odpalił motor. W ciszy odjechał na spotkanie z aniołami. Zawsze denerwował się z tego powodu. Najbardziej jednak nie lubił miejsca spotkania. Zawsze musieli się spotykać nad klifem. Jednak dzisiaj przepełniał go wielki spokój.
    Kiedy przyjechał na miejsce, zszedł z motoru i podszedł do najdalej wysuniętej części klifu. Ukucną i wyją zza pasa urządzenie podobne do ołówka. Jednak w miejsce rysika znajdował się jakiś kamień. Nagle urządzenie się zaświeciło, a chłopak narysował nim kręg a w środku znak przywołania. Krąg i znak zaczęły płonąć. W połowie był to biały płomień a w połowie czerwony. Święty i Piekielny ogień. Przed Alexem pojawiły się dwie ogromne postacie. Jedna w białym jasnym płaszczu. Twarz zakapturzona. Skrzydła koloru srebra. Drógi miał czarną szatę i złote skrzydła. Dwaj bracia. Dwa przeciwieństwa. Deus i jego piekielny brat Infernus.