Lux przez chwilę stała jak w otępieniu. Po chwili uspokoiła się. Z jej pleców wysunęły się szybko skrzydła. Miała już wyjść na balkon ale ktoś złapał ją za rękę.
- Co ty do cholery robisz? - Na jego twarzy malowało się zdziwienie - To niebezpieczne. Nie jesteś jeszcze gotowa.
- Jestem Lux a to jest moje przeznaczenie. - Powiedziała z jeszcze większą siłą i przekonaniem - jestem gotowa. - Po tych słowach James puścił ją i wybiegł z pokoju. Anielica wyleciała, przez balkon kierując się w stronę chmury ciemnych i cichych Aniołów. - Chodźcie tu. - Kiedy przyuważyła, że powoli lecą w jej stronę dodała z szatańskim uśmieszkiem - Mamusia chce was tylko pozabijać.
***
Nephilm musiał się śpieszyć. Chwilkę po wybiegnięciu z pokoju Mai, nie, nie Mai, z pokoju Lux był już z Leonardem w zbrojowni.
- Bierz to co ci potrzebne. Z Widząc zdziwioną minę kumpla dodał - musimy jej pomóc.
Chłopak nic nie pytał. Nie było czasu. W następnej chwili byli już na zewnątrz i to co ujżeli zaparło im dech w piersiach.
***
Około pięćset Aniołów rzuciło się na nią. Szybkimi ruchami miecza zmieniała kolejnych sługów ciemności w proch. Czuła jak w jej żyłach pulsuje coraz większa moc. Niektóre anioły uciekały. Niektóre dolatywały by pomóc swoim braciom. Lux leciała w górę i szybkimi ruchami ostrza nie musząc się nawet silić zabijała kolejnych. Zdarzało się, że któryś z tyłu próbował ją zaatakować. Robiła w tedy jak gdyby piruet i odsyłała go w nicość.
Nie wiedziała jednego. Za każdym razem gdy zabijała Anioła zaczynała świecić. Jej światło doszło do tego momentu, że nikt nie umiał się do niej zbliżyć. Za to ona umiała. Podlatywała od jednego do drugiego Anioła zadając szybkie, płynne i trafne ciosy. Niektóre zaczynały uciekać z pola walki. Inne atakowały coś na dole. Lux leciała już tylko w górę gdzie znajdywał się Anioł dowodzący całą akcją.
Wyrównała swoją pozycję i złapała za czarną szatę ciemną postać. Kaptur spadł mu z głowy odsłaniając łysą, trupią skórę nałożoną na kości. Jego czarne oczy nie odzwierciedlały życia.
- Powiedz swojemu panu, że nawet jeśli zapadnie się pod ziemię, znajdę go i zabiję. Nie spocznę puki nie wybije wszystkich jego ścierw. A ty lepiej mi się nie pokazuj bo więcej razy życia ci nie datuje.
Puściła Anioła który bezgłośnie odleciał z pola walki. Inne anioły poszły w jego ślady. Nieliczne walczyły jeszcze na dole z chłopakami.
Anielica złożyła skrzydła i skrzyżowała ręce na piersi. Odchyliła się do tyłu. W powietrzu odwróciła się głową do ziemi. Gdy była już prawie na trawie rozłożyła skrzydła. Przez chwilę szybowała dopóki nie doleciała do Nephilm.
W końcu udało jej się zobaczyć instytut od zewnątrz. Wyglądał jak ogromny zamek pośrodku parku. Budowla była wykonana w stylu neogotyckim. Była ciemna i ogromna. Park wyglądał jak każdy park.
Leo po natarczywym wpatrywaniu się w Lux podszedł do James'a i walną go w głowę. Zaczęli się kłócić o to czego Hiszpan nie wiedział o prawdziwym obliczu nieznajomej. Dziewczyna schowała skrzydła. Przysłuchiwała się im oglądając budowlę.
- Może przeniesiecie tę swoją zacną sprzeczkę w inne miejsce? - Zapytała się rozbawiona Anielica. Zaczęła oddalać się od nich w głąb parku kiedy ktoś złapał ją za ramię. Odwróciła się szybko i z półobrotu kopnęła napastnika w brzuch powodując, że ten ją puścił.
- Co do cholery? - Zapytał skulony z bólu blondyn. Dziewczyna zasłoniła usta rękami i kucnęła obok Nephilm. Zaczęła gładzić go po plecach.
- Przepraszam. To wyszło jakoś tak odruchowo. - Nagle chłopak szybko złapał ją za rękę wykręcając ją a Anielce przekręcając tak, że leżała na brzuchu z ręką wykręconą do tyłu. Zszokowana dziewczyna przez chwilę nie wiedziała co się stało.
- To też było odruchowe. A teraz idziesz do instytutu. - Jego głos był zimny i bezduszny.
- To też było odruchowe. A teraz idziesz do instytutu. - Jego głos był zimny i bezduszny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz