Weszli przez drzwi i znaleźli się w korytarzu? A może to salon? Mia nie wiedziała dokładnie jak to pomieszczenie nazwać. Wyglądało jakby znaleźli się w starym zapomnianym zamku. W tym ogromnym pomieszczeniu panował półmrok z powodu ogromnych witraży w oknach w stylu gotyckiego kościoła. Na podłodze leżał czerwony dywan. Na środku pomieszczenia zaczynały się ogromne schody. James podszedł do ściany naprzeciw nich i zawiesił tam swoją kurtkę i wziął długi płaszcz.
Niedaleko niego stała jakaś prześliczna postać o niebieskich oczach i białej zaplamionej krwią sukience. Po chwili anielica uświadomiła sobie, że tą postacią jest ona sama. Jej włosy nabrały bardziej brązowo-rudego odcienia, stały się dłuższe i falowane. Twarz zwykle blada i okrągła była teraz smukła i nabrała barw.
Blondyn podszedł do niej i pomógł jej założyć płaszcz.
- Po co to? - Zapytała z lekkim rozbawieniem w głosie. Chłopak posłał jej promienny uśmiech od którego widoku wszystkie dziewczyny padają chłopakom do stóp i chodzą za nimi śliniąc się jak pieski.
- Na plecach masz dwie blizny i nie umiem na nie znaleźć jakiejś bajki - Mimo uśmiechu jego głos był poważny
Weszli schodami na górę. Ich oczom ukazał się długi korytarz pełen drzwi. Na jego końcu znajdowało się duże okno z rodzaju tych co się daje jako drzwi balkonowe. Skręcili w pierwsze drzwi od prawej. W środku znajdowała się kuchnia albo kuchnio-jadalnia. Pomieszczenie było jasne w porównaniu do poprzednich. Nie było jednak tak wielkie. Na środku był ogromny prostokątny, nowoczesny stół z czarnego drewna gdzie mogło zasiąść równocześnie 12 osób. Krzesła były kolorystycznie dobrane do niego. Po prawej stronie były blaty, szafki, lodówka, kuchenka itd.
Na jednym z miejsc siedział chłopak. Był mocno opalony, jego czarna koszulka idealnie przylegała do ciała, więc Mia mogła stwierdzić, że jest on (nowocześnie mówiąc) napakowany. Pił właśnie kawę. Spojrzał najpierw na James'a a później przeniósł swoje ciemne oczy na nią. Wstał od stołu i podszedł do blondyna
- Hola amigo! - posłał promienny uśmiech w stronę anielicy i do niej podszedł. Wziął jej rękę i zanim ją pocałował powiedział - Bienvenido la señora - Mia posłała mu uśmiech pełen zdziwienia i radości.
- Hej, jestem Mia.
- Leonardo ale mów mi Leon.
- Nie chcę przerywać tak rozczulającej sceny ale muszę naszą nową zaprowadzić do pokoju - James przeszedł koło Hiszpana i pociągną Mie w stronę drzwi.
- Co to było? - Kiedy drzwi się zamknęły dziewczyna zadała mu to pytanie.
- Leon upatrzył cię jako swoją nową zdobycz. On jest moim przyjacielem ale nie mogę dopuścić by złamał ci serce. Jak zauważyłaś jest powalająco przystojny więc o to nie trudno.
- Ty się boisz o mnie a może powinieneś bać się o niego? - Zadała mu to pytanie z aroganckim uśmieszkiem na ustach.
- To twój pokój - wskazał na ostatnie drzwi po lewej na korytarzu. - Jakby co będę tu wskazał na drzwi na wprost jej. - To biblioteka.
Dziewczyna weszła do pokoju i zamknęła drzwi na klucz. Zrzuciła płaszcz. Pokój wyglądał w miarę ładnie. Ściany były pomalowane na pomarańczowo, sufit biały. Łóżko duże podwójne stało na środku pokoju. Z lewej strony był balkon. Przy prawej ścianie stało masywne biurko z dębu. W prawym dolnym rogu stała szafa z lustrem. Mia podeszła do niej. Otworzyła a w środku znalazła to czego szukała. Ręcznik, jeansy i czarna gładka koszulka. Podeszła do drzwi znajdujących się na lewej ścianie i otworzyła je. Tak jak myślałam. Łazienka. Uśmiechnęła się pod nosem. Była duża i jasna. Rozebrała się i weszła do kabiny prysznicowej by zmyć z siebie zaschniętą krew.
Próbował się skupić na czytanym tekście ale nie mógł. Myślami ciągle błądził do chwili kiedy razem jechali. Kiedy ona zasnęła. Nigdy nie czół czegoś takiego. Mia ciągle była w jego głowie. Był zazdrosny kiedy Leon pocałował jej rękę. Powinien coś zrobić ale czegokolwiek się złapał zawsze jego myśli powracały do niej. Masz przecież narzeczoną to nie fer z twojej strony. Ale te jej włosy, ten wygląd ten zapach. Chciałbym ją znów przytulić i poczuć miękkość jej włosów pod palcami. Zerwał się z fotela i wyszedł z biblioteki. Jego nogi zaprowadziły go prosto pod drzwi do jej pokoju. Mimo swoich obaw po chwili zapukał.
- Masz ochotę się czegoś nauczyć? - Zapytał z aroganckim uśmieszkiem podając jej gumkę do włosów.
- Dzięki. Chyba tak.
- To chodź za mną. - Posłusznie zrobiła to co jej powiedział po drodze wiążąc sobie szybko i sprawnie splotka.
Przeszli przez drzwi prowadzące do holu. Dopiero kiedy do niego weszli Mia zauważyła w jego ręce małą pochodnie. Pomieszczenie było zupełnie ciemne. Prawdopodobnie zapadł już zmrok. Oczy dziewczyny dosyć szybko wypatrzył w słabym świetle ognia koloru niebieskiego małe drzwi których wcześniej nie zauważyła z powodu lustra będących na nich. James pchną je i poczuli zapach starej wilgotnej piwnicy. Mia ku irytacji chłopaka zachichotała.
- Z czego się śmiejesz? - Czy to nuta śmiechu połączonego z zdziwieniem? Pomyślała ale po chwili odpowiedziała mu z lekkim i prawie niewyczuwalnym zawahaniem.
- Poznałam cię dzisiaj, ty od pierwszej chwili znasz moje imię - choć Ci go nie mówiłam - i schodzę z tobą do jakiejś starej piwnicy. Skąd mogę wiedzieć czy nie jesteś psychopata z nożami w kieszeniach? - Posłała mu słodki i rozbawiony uśmiech.
- Wsiadłaś temu psychopacie na motor, pamiętasz? Ale co do noży nie zaprzeczam, mam kilka w kieszeni. - Mówiąc to zszedł na dół schodami, ale Mia idąc za nim z tyłu mogła wyczuć, że się uśmiecha od ucha do ucha.
Schody ciągnęły się i ciągnęły. Kiedy się skończyły jej oczom ukazało się coś na wzór wielkiej sali gimnastycznej, tylko z tym, że były tam też kukły, tarcze i dużo broni. James podał jej jakieś ubrania.
- Lepiej się przebież. Zamierzam dać ci niezły wycisk - Uśmiechną się ale jego oczy były poważne. Wskazał na drzwi znajdujące się po lewej stronie. - To jest szatnia damska. Tylko się pośpiesz.
Dziewczyna weszła do pomieszczenia które wyglądało jak zwykła szkolna szatnia. Przebrała się w strój. Była to czarna luźna koszulka i krótkie spodenki tego samego koloru. Wyszła z przebieralni i zobaczyła Jamesa w stroju podobnym do jej tylko zamiast krótkich spodenek miał na sobie rurko podobne czarne jeansy. W prawej ręce trzymał kij długości może pół metra.
- Lekcje pierwsza - jego twarz była skupiona i opanowana. - Uniki. Anioły nigdy nie warczą w ręcz ale na miecze. Przypuśćmy, że twoja broń została ci wytrącona. Musisz robić uniki. Najpierw zobaczymy jak będziesz unikać miecza.
Kończąc swój wykład zamachną się i uderzył Mie w brzuch.
- Wróg przeciął cię na pól. Gdy zauważysz taki ruch spróbuj odskoczyć do tył - podając jej rękę ale ona ją odrzuciła. Kiedy wstała zrobił to samo ale tym razem uskoczyła w tył. - Dobrze. Teraz cios z góry.
Minęły dwie godziny i Mia opanowała perfekcyjne wszystkie uniki. James odłożył kij i przyniósł dwa duże skrzydła zrobione z tektury.
- Ich skrzydła nie są normalne. Są jakby małymi sztyletami. Kiedy się obracają mogą cię przeciąć w pół jeśli nie zrobisz szybkiego uniku. - Zademonstrował robiąc obrót. Mia poturlała się pod nimi i stanęła po drugiej stronie chłopaka. - Dobrze ale teraz nauczę cię jak skakać nad nimi.
Po pół godzinie James stwierdził, że to koniec lekcji i oboje udali się do szatni by wziąć prysznic. Mii zajęło to dłużej niż Jamesowi ale kiedy ona wyszła z pomieszczenia on już czekał. Była przebrana w swoje ciuchy ale coś jej nie pasowało. Po chwili zdała sobie sprawę, że czuła się nieswojo z powodu braku skrzydeł. Ciekawiło ją kiedy się wysuną. Chłopak odprowadził ją pod drzwi i po zanim weszła krzykną za nią.
- Jednak nie jestem psychopatą! - Posłał jej łobuzerski uśmieszek i znikną za drzwiami jednego z pokoi. Spojrzała na zegarek wiszący na ścianie w korytarzu. Wskazywał na 12 wieczór. Zamknęła drzwi i położyła się na łóżku. Jednak nie mogła zasnąć.
Myślała o mamie i ojczymie. W pewnym momencie usiadła prosto jak poparzona. Jej biologiczny ojciec. Czy on też nie żyje? Dziewczyna wiedziała dokładnie gdzie ma lecieć by go znaleźć. Wyszła na balkon i pomyślała o skrzydłach. Zamknęła oczy i usłyszała dźwięk rozrywanego materiału. Nie musiała patrzyć się za siebie by wiedzieć, że z jej pleców wyrastają dwoje ogromnych skrzydeł.
Pomyślała o drodze do ojca. Zamknęła oczy i wyobraziła sobie jak tam leci. Kiedy je otworzyła rzeczywiście leciała.
- Co to było? - Kiedy drzwi się zamknęły dziewczyna zadała mu to pytanie.
- Leon upatrzył cię jako swoją nową zdobycz. On jest moim przyjacielem ale nie mogę dopuścić by złamał ci serce. Jak zauważyłaś jest powalająco przystojny więc o to nie trudno.
- Ty się boisz o mnie a może powinieneś bać się o niego? - Zadała mu to pytanie z aroganckim uśmieszkiem na ustach.
- To twój pokój - wskazał na ostatnie drzwi po lewej na korytarzu. - Jakby co będę tu wskazał na drzwi na wprost jej. - To biblioteka.
Dziewczyna weszła do pokoju i zamknęła drzwi na klucz. Zrzuciła płaszcz. Pokój wyglądał w miarę ładnie. Ściany były pomalowane na pomarańczowo, sufit biały. Łóżko duże podwójne stało na środku pokoju. Z lewej strony był balkon. Przy prawej ścianie stało masywne biurko z dębu. W prawym dolnym rogu stała szafa z lustrem. Mia podeszła do niej. Otworzyła a w środku znalazła to czego szukała. Ręcznik, jeansy i czarna gładka koszulka. Podeszła do drzwi znajdujących się na lewej ścianie i otworzyła je. Tak jak myślałam. Łazienka. Uśmiechnęła się pod nosem. Była duża i jasna. Rozebrała się i weszła do kabiny prysznicowej by zmyć z siebie zaschniętą krew.
***
Próbował się skupić na czytanym tekście ale nie mógł. Myślami ciągle błądził do chwili kiedy razem jechali. Kiedy ona zasnęła. Nigdy nie czół czegoś takiego. Mia ciągle była w jego głowie. Był zazdrosny kiedy Leon pocałował jej rękę. Powinien coś zrobić ale czegokolwiek się złapał zawsze jego myśli powracały do niej. Masz przecież narzeczoną to nie fer z twojej strony. Ale te jej włosy, ten wygląd ten zapach. Chciałbym ją znów przytulić i poczuć miękkość jej włosów pod palcami. Zerwał się z fotela i wyszedł z biblioteki. Jego nogi zaprowadziły go prosto pod drzwi do jej pokoju. Mimo swoich obaw po chwili zapukał.
***
Wyszła z pod prysznica, ubrała się i zaczęła rozczesywać swoje długie włosy. Zmieniły się nie tylko pod względem długości ale też i koloru. Z ciemnego stały się brązowe wpadające w rudy. Spodobał jej się ten kolor. Mimo to czuła się jakby w innym ciele. Z zadumy wyrwało ją delikatne pukanie do drzwi. Podeszła i ujrzała James'a.- Masz ochotę się czegoś nauczyć? - Zapytał z aroganckim uśmieszkiem podając jej gumkę do włosów.
- Dzięki. Chyba tak.
- To chodź za mną. - Posłusznie zrobiła to co jej powiedział po drodze wiążąc sobie szybko i sprawnie splotka.
Przeszli przez drzwi prowadzące do holu. Dopiero kiedy do niego weszli Mia zauważyła w jego ręce małą pochodnie. Pomieszczenie było zupełnie ciemne. Prawdopodobnie zapadł już zmrok. Oczy dziewczyny dosyć szybko wypatrzył w słabym świetle ognia koloru niebieskiego małe drzwi których wcześniej nie zauważyła z powodu lustra będących na nich. James pchną je i poczuli zapach starej wilgotnej piwnicy. Mia ku irytacji chłopaka zachichotała.
- Z czego się śmiejesz? - Czy to nuta śmiechu połączonego z zdziwieniem? Pomyślała ale po chwili odpowiedziała mu z lekkim i prawie niewyczuwalnym zawahaniem.
- Poznałam cię dzisiaj, ty od pierwszej chwili znasz moje imię - choć Ci go nie mówiłam - i schodzę z tobą do jakiejś starej piwnicy. Skąd mogę wiedzieć czy nie jesteś psychopata z nożami w kieszeniach? - Posłała mu słodki i rozbawiony uśmiech.
- Wsiadłaś temu psychopacie na motor, pamiętasz? Ale co do noży nie zaprzeczam, mam kilka w kieszeni. - Mówiąc to zszedł na dół schodami, ale Mia idąc za nim z tyłu mogła wyczuć, że się uśmiecha od ucha do ucha.
Schody ciągnęły się i ciągnęły. Kiedy się skończyły jej oczom ukazało się coś na wzór wielkiej sali gimnastycznej, tylko z tym, że były tam też kukły, tarcze i dużo broni. James podał jej jakieś ubrania.
- Lepiej się przebież. Zamierzam dać ci niezły wycisk - Uśmiechną się ale jego oczy były poważne. Wskazał na drzwi znajdujące się po lewej stronie. - To jest szatnia damska. Tylko się pośpiesz.
Dziewczyna weszła do pomieszczenia które wyglądało jak zwykła szkolna szatnia. Przebrała się w strój. Była to czarna luźna koszulka i krótkie spodenki tego samego koloru. Wyszła z przebieralni i zobaczyła Jamesa w stroju podobnym do jej tylko zamiast krótkich spodenek miał na sobie rurko podobne czarne jeansy. W prawej ręce trzymał kij długości może pół metra.
- Lekcje pierwsza - jego twarz była skupiona i opanowana. - Uniki. Anioły nigdy nie warczą w ręcz ale na miecze. Przypuśćmy, że twoja broń została ci wytrącona. Musisz robić uniki. Najpierw zobaczymy jak będziesz unikać miecza.
Kończąc swój wykład zamachną się i uderzył Mie w brzuch.
- Wróg przeciął cię na pól. Gdy zauważysz taki ruch spróbuj odskoczyć do tył - podając jej rękę ale ona ją odrzuciła. Kiedy wstała zrobił to samo ale tym razem uskoczyła w tył. - Dobrze. Teraz cios z góry.
Minęły dwie godziny i Mia opanowała perfekcyjne wszystkie uniki. James odłożył kij i przyniósł dwa duże skrzydła zrobione z tektury.
- Ich skrzydła nie są normalne. Są jakby małymi sztyletami. Kiedy się obracają mogą cię przeciąć w pół jeśli nie zrobisz szybkiego uniku. - Zademonstrował robiąc obrót. Mia poturlała się pod nimi i stanęła po drugiej stronie chłopaka. - Dobrze ale teraz nauczę cię jak skakać nad nimi.
Po pół godzinie James stwierdził, że to koniec lekcji i oboje udali się do szatni by wziąć prysznic. Mii zajęło to dłużej niż Jamesowi ale kiedy ona wyszła z pomieszczenia on już czekał. Była przebrana w swoje ciuchy ale coś jej nie pasowało. Po chwili zdała sobie sprawę, że czuła się nieswojo z powodu braku skrzydeł. Ciekawiło ją kiedy się wysuną. Chłopak odprowadził ją pod drzwi i po zanim weszła krzykną za nią.
- Jednak nie jestem psychopatą! - Posłał jej łobuzerski uśmieszek i znikną za drzwiami jednego z pokoi. Spojrzała na zegarek wiszący na ścianie w korytarzu. Wskazywał na 12 wieczór. Zamknęła drzwi i położyła się na łóżku. Jednak nie mogła zasnąć.
Myślała o mamie i ojczymie. W pewnym momencie usiadła prosto jak poparzona. Jej biologiczny ojciec. Czy on też nie żyje? Dziewczyna wiedziała dokładnie gdzie ma lecieć by go znaleźć. Wyszła na balkon i pomyślała o skrzydłach. Zamknęła oczy i usłyszała dźwięk rozrywanego materiału. Nie musiała patrzyć się za siebie by wiedzieć, że z jej pleców wyrastają dwoje ogromnych skrzydeł.
Pomyślała o drodze do ojca. Zamknęła oczy i wyobraziła sobie jak tam leci. Kiedy je otworzyła rzeczywiście leciała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz