piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział V Instytut

   Weszli przez drzwi i znaleźli się w korytarzu? A może to salon? Mia nie wiedziała dokładnie jak to pomieszczenie nazwać. Wyglądało jakby znaleźli się w starym zapomnianym zamku. W tym ogromnym pomieszczeniu panował półmrok z powodu ogromnych witraży w oknach w stylu gotyckiego kościoła. Na podłodze leżał czerwony dywan. Na środku pomieszczenia zaczynały się ogromne schody. James podszedł do ściany naprzeciw nich i zawiesił tam swoją kurtkę i wziął długi płaszcz.
  Niedaleko niego stała jakaś prześliczna postać o niebieskich oczach i białej zaplamionej krwią sukience. Po chwili anielica  uświadomiła sobie, że tą postacią jest ona sama. Jej włosy nabrały bardziej brązowo-rudego odcienia, stały się dłuższe i falowane. Twarz zwykle blada i okrągła była teraz smukła i nabrała barw.
   Blondyn podszedł do niej i pomógł jej założyć płaszcz.
   - Po co to? - Zapytała z lekkim rozbawieniem w głosie. Chłopak posłał jej promienny uśmiech od którego widoku wszystkie dziewczyny padają chłopakom do stóp i chodzą za nimi śliniąc się jak pieski.
   - Na plecach masz dwie blizny i nie umiem na nie znaleźć jakiejś bajki - Mimo uśmiechu jego głos był poważny
  Weszli schodami na górę. Ich oczom ukazał się długi korytarz pełen drzwi. Na jego końcu znajdowało się duże okno z rodzaju tych co się daje jako drzwi balkonowe. Skręcili w pierwsze drzwi od prawej. W środku znajdowała się kuchnia albo kuchnio-jadalnia. Pomieszczenie było jasne w porównaniu do poprzednich. Nie było jednak tak wielkie. Na środku był ogromny prostokątny, nowoczesny stół z czarnego drewna gdzie mogło zasiąść równocześnie 12 osób.  Krzesła były kolorystycznie dobrane do niego. Po prawej stronie były blaty, szafki, lodówka, kuchenka itd.
   Na jednym z miejsc siedział chłopak. Był mocno opalony, jego czarna koszulka idealnie przylegała do ciała, więc Mia mogła stwierdzić, że jest on (nowocześnie mówiąc) napakowany. Pił właśnie kawę. Spojrzał najpierw na James'a a później przeniósł swoje ciemne oczy na nią. Wstał od stołu i podszedł do blondyna
   - Hola amigo! - posłał promienny uśmiech w stronę anielicy i do niej podszedł. Wziął jej rękę i zanim ją pocałował powiedział - Bienvenido la señora - Mia posłała mu uśmiech pełen zdziwienia i radości.
    - Hej, jestem Mia.
    - Leonardo ale mów mi Leon.
   - Nie chcę przerywać tak rozczulającej sceny ale muszę naszą nową zaprowadzić do pokoju - James przeszedł koło Hiszpana i pociągną Mie w stronę drzwi.
   - Co to było? - Kiedy drzwi się zamknęły dziewczyna zadała mu to pytanie.
   - Leon upatrzył cię jako swoją nową zdobycz. On jest moim przyjacielem ale nie mogę dopuścić by złamał ci serce. Jak zauważyłaś jest powalająco przystojny więc o to nie trudno.
    - Ty się boisz o mnie a może powinieneś bać się o niego? - Zadała mu to pytanie z aroganckim uśmieszkiem na ustach.
     - To twój pokój - wskazał na ostatnie drzwi po lewej na korytarzu. - Jakby co będę tu wskazał na drzwi na wprost jej. - To biblioteka.
     Dziewczyna  weszła do pokoju i zamknęła drzwi na klucz. Zrzuciła płaszcz. Pokój wyglądał w miarę ładnie. Ściany były pomalowane na pomarańczowo, sufit biały. Łóżko duże podwójne stało na środku pokoju. Z lewej strony był balkon. Przy prawej ścianie stało masywne biurko z dębu. W prawym dolnym rogu stała szafa z lustrem. Mia podeszła do niej. Otworzyła a w środku znalazła to czego szukała. Ręcznik, jeansy i czarna gładka koszulka. Podeszła do drzwi znajdujących się na lewej ścianie i otworzyła je. Tak jak myślałam. Łazienka. Uśmiechnęła się pod nosem. Była duża i jasna. Rozebrała się i weszła do kabiny prysznicowej by zmyć z siebie zaschniętą krew.

***

   Próbował się skupić na czytanym tekście ale nie mógł. Myślami ciągle błądził do chwili kiedy razem jechali. Kiedy ona zasnęła. Nigdy nie czół czegoś takiego. Mia ciągle była w jego głowie. Był zazdrosny kiedy Leon pocałował jej rękę. Powinien coś zrobić ale czegokolwiek się złapał zawsze jego myśli powracały do niej. Masz przecież narzeczoną to nie fer z twojej strony. Ale te jej włosy, ten wygląd ten zapach. Chciałbym ją znów przytulić i poczuć miękkość jej włosów pod palcami. Zerwał się z fotela i wyszedł z biblioteki. Jego nogi zaprowadziły go prosto pod drzwi do jej pokoju. Mimo swoich obaw po chwili zapukał.

***
   Wyszła z pod prysznica, ubrała się i zaczęła rozczesywać swoje długie włosy. Zmieniły się nie tylko pod względem długości ale też i koloru. Z ciemnego stały się brązowe wpadające w rudy. Spodobał jej się ten kolor. Mimo to czuła się jakby w innym ciele. Z zadumy wyrwało ją delikatne pukanie do drzwi. Podeszła i ujrzała James'a.
    - Masz ochotę się czegoś nauczyć? - Zapytał z aroganckim uśmieszkiem podając jej gumkę do włosów.
     - Dzięki. Chyba tak.
   - To chodź za mną. - Posłusznie zrobiła to co jej powiedział po drodze wiążąc sobie szybko i sprawnie splotka.
    Przeszli przez drzwi prowadzące do holu. Dopiero kiedy do niego weszli Mia zauważyła w jego ręce małą pochodnie. Pomieszczenie było zupełnie ciemne. Prawdopodobnie zapadł już zmrok. Oczy dziewczyny dosyć szybko wypatrzył w słabym świetle ognia koloru niebieskiego małe drzwi których wcześniej nie zauważyła z powodu lustra będących na nich. James pchną je i poczuli zapach starej wilgotnej piwnicy. Mia ku irytacji chłopaka zachichotała.
     - Z czego się śmiejesz? - Czy to nuta śmiechu połączonego z zdziwieniem? Pomyślała ale po chwili odpowiedziała mu z lekkim i prawie niewyczuwalnym zawahaniem.
      - Poznałam cię dzisiaj, ty od pierwszej chwili znasz moje imię - choć Ci go nie mówiłam - i schodzę z tobą do jakiejś starej piwnicy. Skąd mogę wiedzieć czy nie jesteś psychopata z nożami w kieszeniach? - Posłała mu słodki i rozbawiony uśmiech.
        - Wsiadłaś temu psychopacie na motor, pamiętasz? Ale co do noży nie zaprzeczam, mam kilka w kieszeni. - Mówiąc to zszedł na dół schodami, ale Mia idąc za nim z tyłu mogła wyczuć, że się uśmiecha od ucha do ucha.
        Schody ciągnęły się i ciągnęły. Kiedy się skończyły jej oczom ukazało się coś na wzór wielkiej sali gimnastycznej, tylko z tym, że były tam też kukły, tarcze i dużo broni. James podał jej jakieś ubrania.
      - Lepiej się przebież. Zamierzam dać ci niezły wycisk - Uśmiechną się ale jego oczy były poważne. Wskazał na drzwi znajdujące się po lewej stronie. - To jest szatnia damska. Tylko się pośpiesz.
        Dziewczyna weszła do pomieszczenia które wyglądało jak zwykła szkolna szatnia. Przebrała się w strój. Była to czarna luźna koszulka i krótkie spodenki tego samego koloru. Wyszła z przebieralni i zobaczyła Jamesa w stroju podobnym do jej tylko zamiast krótkich spodenek miał na sobie rurko podobne czarne jeansy. W prawej ręce trzymał kij długości może pół metra.
        - Lekcje pierwsza - jego twarz była skupiona i opanowana. - Uniki. Anioły nigdy nie warczą w ręcz ale na miecze. Przypuśćmy, że twoja broń została ci wytrącona. Musisz robić uniki. Najpierw zobaczymy jak będziesz unikać miecza.
        Kończąc swój wykład zamachną się i uderzył Mie w brzuch.
        - Wróg przeciął cię na pól. Gdy zauważysz taki ruch spróbuj odskoczyć do tył - podając jej rękę ale ona ją odrzuciła. Kiedy wstała zrobił to samo ale tym razem uskoczyła w tył. - Dobrze. Teraz cios z góry.
       Minęły dwie godziny i Mia opanowała perfekcyjne wszystkie uniki. James odłożył kij i przyniósł dwa duże skrzydła zrobione z tektury.
      - Ich skrzydła nie są normalne. Są jakby małymi sztyletami. Kiedy się obracają mogą cię przeciąć w pół jeśli nie zrobisz szybkiego uniku. - Zademonstrował robiąc obrót. Mia poturlała się pod nimi i stanęła po drugiej stronie chłopaka. - Dobrze ale teraz nauczę cię jak skakać nad nimi.
     Po pół godzinie James stwierdził, że to koniec lekcji  i oboje udali się do szatni by wziąć prysznic. Mii zajęło to dłużej niż Jamesowi ale kiedy ona wyszła z pomieszczenia on już czekał. Była przebrana w swoje ciuchy ale coś jej nie pasowało. Po chwili zdała sobie sprawę, że czuła się nieswojo z  powodu braku skrzydeł. Ciekawiło ją kiedy się wysuną. Chłopak odprowadził ją pod drzwi i po zanim weszła krzykną za nią.
        - Jednak nie jestem psychopatą! - Posłał jej łobuzerski uśmieszek i znikną za drzwiami jednego z pokoi. Spojrzała na zegarek wiszący na ścianie w korytarzu. Wskazywał na 12 wieczór. Zamknęła drzwi i położyła się na łóżku. Jednak nie mogła zasnąć.
      Myślała o mamie i ojczymie. W pewnym momencie usiadła prosto jak poparzona. Jej biologiczny ojciec. Czy on też nie żyje? Dziewczyna wiedziała dokładnie gdzie ma lecieć by go znaleźć. Wyszła na balkon i pomyślała o skrzydłach. Zamknęła oczy i usłyszała dźwięk rozrywanego materiału. Nie musiała patrzyć się za siebie by wiedzieć, że z jej pleców wyrastają dwoje ogromnych skrzydeł.
      Pomyślała o drodze do ojca. Zamknęła oczy i wyobraziła sobie jak tam leci. Kiedy je otworzyła rzeczywiście leciała.

niedziela, 14 grudnia 2014

rozdział IV Przemiana i strata

   Mia popatrzyła się na blondyna jak na wariata. On patrzył się przez cały czas a coś za jej plecami. Odwróciła głowę i nie mogła uwierzyć w to co widzi. rozłożyła skrzydła lśniące najczystszą bielą i srebrem. Po chwili blask przygasł i jej oczom ukazały się białe skrzydła, jakby owinięte srebrną rosą na pajęczynie. Nie mogła w to uwierzyć. Spojrzała w dół i zamiast krótkich jeansowych spodenek i glanów ujrzała białą suknię z bosymi stopami. Jej włosy sięgały aż do talii. Chłopak uważnie jej się przyglądał i nic nie mówił. Tylko patrzył. Koło nich zaczął się palić jakiś znak. Mia nie była pewna co to dokładnie jest, więc podeszła by się temu przyjrzeć. Nagle przed znakiem, nad wodą pojawiły się dwie skrzydlate postacie. Jedna z nich miała podobne skrzydła do jej, a druga była jej przeciwieństwem. Chłopak ukląkł przed nimi i skłonił głowę, a ona stała jak zamurowana.
  - Nareszcie się widzimy córko anioła - rzekła jasna postać - Długo czekaliśmy z bratem na tą chwile. Jestem Deus a to Infernus.
   - Czy ktoś mi to wytłumaczy? - Anielica spytała z lekką irytacją w głosie
   - Ależ oczywiście - głos tego drugiego przyprawił Mie o dreszcze. nie był łagodny i miły jak jego brata - Zapewne słyszałaś nas pod różnymi imionami. Mnie pod "Szatanem" lub "Lucyferem" a mojego brata pod "Bogiem" lub "Jah". Ty urodziłaś się w czasach największego spisku w dziejach aniołów. Te osobniki z którymi walczył Alex to tak zwane anioły ciemności, dzieci anioła o najciemniejszym sercu, a twoim ojcu.
   - To się działo jakieś 16 lat temu. Miałem swojego ulubieńca znanego Ci zapewne pod imieniem "Jezus". Ufałem mu i był w niebie drogi po mnie. Miał żonę anielicę, która jako jedyna zaszła w ciążę. Jednak Metatron chciał czegoś więcej. wykradł moją i mojego brata po połowę mocy i zmienił prawie wszystkie anioły w anioły ciemności. Zapomniał o swojej żonie. Kiedy my wykłócaliśmy się co robić ona przyleciała do nas rodząc.
   - Dała nam ciebie oddając ci całą swoją moc i gdy umierała powiedziała, że jesteś ostatnią nadzieją tego świata. Wspólnie ukryliśmy cię pod postacią ludzką. Powiadomiliśmy Nephilm o sytuacji i nauczyliśmy jak wytwarzać broń zdolną do zabicia anioły.
   - Udało im się jedynie delikatnie zmniejszyć ich liczbę przez te lata o 1/10. To dużo ale i tak za mało. Na razie twoim zadaniem jest nauka i pomoc Nephilm. Alex twoim zadaniem jest jej nauka i chronienie do czasu gdy stanie się samodzielna.
   - Tak panie - Dalej klęcząc Alex odpowiedział mu.
   - A co z moją rodziną? - Mia zapytała z lekkim niepokojem.
   - Niestety oni nie żyją - z lekkim współczuciem Deus spojrzał na nią.
  - Nie to nie możliwe - złapała się za usta i w jej oczach pojawiły się łzy. Ciągle powtarzała "niemożliwe".
   Patrzyła się na nich jakby to był jedno wielkie nieporozumienie. Odwróciła się i biegnąc wzbiła się w powietrze. Myślała tylko o tym aby jak najszybciej dotrzeć do domu. Kiedy dotarła w pobliże domu zdała sobie sprawę, że nie umie się zatrzymać. wleciała przez okno rozbijając je. W powietrzu przewróciła się na kolana. siedziała tak chwilkę ale dopiero po chwili zauważyła, że jest w kałuży krwi.
   Biały, poukładany salon był teraz nie do poznania. Wszystko było powywracane. Wszystko było we krwi. Wszędzie na podłodze leżały ludzkie, albo zwierzęce wnętrzności. Nie była pewna tego co widzi. Wstała i zrobiła jeden krok. Jej biała sukienka sięgająca do kolan była na końcówkach poplamiona krwią. Usłyszała trzask. spojrzała w dół i pożałowała tego. pod jej stopami leżała długa kość, chyba ramienna. Dziewczyna zaczęła piszczeć i płakać. Wrzeszczała cały czas "obudź się, obudź..."
   Poczuła jak oplatają ją jakieś silne ramiona. Zaczęła się wyrywać ale ten ktoś nie puszczał. W końcu przestała się wyrywać, wtuliła się w ciepłe ramiona i szlochała. Chłopak zaczną ją gładzić po włosach i uspokajać. Stali tak jakiś czas. Dziewczyna delikatnie odsunęła się od niego. Po jej policzkach już mniej spadały łzy.
    - Już lepiej? - Zapytał patrząc się w jej niebieskie oczy z lekkim zaniepokojeniem na twarzy. Nie mogła mówić więc tyko pokiwała głową. - Tu nie jest bezpiecznie. Choć zabiorę cię w bezpieczne miejsce.
    Wziął ją za rękę i wyprowadził z domu. Na podjeździe stał czarny ścigacz. Wsiadł na niego a Maia za nim. splotła ręce na jego brzuchu i wyruszyli. Jechali przez dłuższy czas w milczeniu. Dziewczyna była trochę zdziwiona, że motor nie wydaje żadnych dźwięków. Była tym wszystkim zmęczona. Oparła głowę na jego plecach i zasnęła. W czasie snu jej skrzydła "schowały się" w jej plecach. Kiedy dotarli na miejsce Alex delikatnie zawołał ją po imieniu. Anielica powoli uniosła powieki.
    - Jesteśmy na miejscu - Oznajmił jej łagodnym tonem uśmiechając się.
   Miejsce w którym się znajdowali wyglądało trochę jak garaż. Ciemne z różnymi pojazdami i narzędziami. Chłopak zszedł z rotora i znaczą iść w kierunku drzwi znajdujących się prawie w rogu pomieszczenia. Mia podążyła za nim, ale tuż przed drzwiami przystaną i odwrócił się do niej.
   - Wiesz co Miu lepiej będzie jeśli nie będziemy mówić Nephilm w Instytucie o tym, że jesteś aniołem, okej?
    - Okej, ale mam jedno pytanie. Jak masz an imię bo mi chyba umknęło - uśmiechnęła się blado. Chłopak odwzajemnił uśmiech.
    - James.

-------------------------------------------------------------------------------------------
   Wiem, że mnie kochacie za urwanie w takim momencie :) Chcę przeprosić za moją długą nieobecność i przypomnieć o głosowaniu! Dodam jeszcze jedną ankietkę bo muszę się czegoś dowiedzieć :)

niedziela, 7 września 2014

rozdział III Anioły

   Alex na widok aniołów padł na kolana i zwiesił głowę. Zawsze gdy ich zobaczył, robił to mimo woli. Wiedział, że robi to by oddać im cześć.
    -Po co nas wezwałeś?
  -Znalazłem kobietę. Myślałem, że jest aniołem ciemności bo Angeli Detector pokazywał na nią. Ale miecz nie świecił się na niebiesko tylko na biało. Co to może znaczyć?
    Aniołowie popatrzyli się na siebie. Alexowi wydawało się, że widzi na ich twarzy wahanie. W końcu jako pierwszy odezwał się Deus.
    -15 lat temu miałem przyjaciela. Zaufałem aniołowi. Był wyjątkowy. Jako jedyny z aniołów nauczył się kochać. W niebie pokochał Devotio. Pobłogosławiłem ich związek bo był czysty. Po roku zaszła w ciążę. Nie zauważyłem, że w sercu Metatrona zrodziło się coś złego. Wykradł mi i mojemu bratu połowę mocy i stworzył substancje w gazie, która zmieniła wszystkie nasze anioły w potwory.
   -Gdy udałem się do mojego brata z pretensjami on wykorzystał chwilę i rozpuścił gaz. zapomniał jednak o jednym. O swojej ciężarnej żonie. Zdążyła uciec ale trucizna zaczęła powoli ją i dziecko zabijać. Na ostatnich siłach przyleciała do nas i zanim wydała ostatnie tchnienie powiedziała nam co się stało. Deus nie zdążył jej uratować ale zdołał przenieść dziecko do ciała innej kobiety. Jednak gdy poszliśmy walczyć było już za późno. Wszystkie anioły były już przemienione. Czekaliśmy na odpowiednią chwilę. Przeznaczeniem tej dziewczyny jest pomszczenie śmierci jej matki. Twój  iecz zaświecił się na biało bowiem jest ona aniołem. Jednak ukarze się dopiero gdy spotka na swojej drodze dwóch aniołów ciemności.

***

    Mia dość szybko pokonała trasę z bloków na klif. Była całkowicie zatopiona w myślach. Okolica była cudowna. Wszędzie soczyście zielona trawa. Żadnych drzew, krzaków i co najważniejsze ludzi. Spuściła sunię. Wzięła patyk który zawsze tu przynosiła i zaczęła bawić się z Tofi.
    Kiedy tak szła nie zauważyła chłopaka stojącego tuż przed nią. Idąc tyłem i się śmiejąc wpadła na niego. Odwróciła się i zamarła.
  Wyglądał uderzająco podobnie do jej przyjaciela. Po chwili milczenia i wpatrywania się w siebie dziewczyna zadała mu pytanie na które nie mógł odpowiedzieć.
    -Alex?

***

   Anioły obserwowały dziewczynę od kiedy chłopak potwierdził jej tożsamość. Czekali na odpowiednią chwilę. Pan kazał mi pozbyć się jej. Nikt nie pytał po co. Kiedy tylko wyszła z domu, trzech poleciało za nią. Dwóch poszło się jej pozbyć rodziców. Obserwowali ją i czekali na odpowiedni moment. Sprawy się jednak skomplikowały kiedy pojawił się Nephilim.
   - Co teraz zrobimy?
   - Wasza dwójka będzie trzymać chłopaka z dala od dziewczyny. Ja ją zabiję.
   Złożyli skrzydła. Spadli na ziemię. Dwóch stanęło tuż przed Alexem. Ostatni przed Mią. Wyciągną miecz i szybkim ruchem przebił jej serce. Upadła na kolana. Alex widząc to wyciągną miecz ze złotą rękojeścią. Miał koło pół metra. Na końcu był lekko zakrzywiony. Lśnił niebieskim blaskiem. Aniołowie rzucili się na niego. Zrobił szybki unik przeskakując tuż nad skrzydłami i wbił miecz w serce. Anioł padł na kolana i spłonął. Drugi rzucił się na niego, ale chłopak był szybszy i ucią mu głowę. Ostatni stał i patrzył się na umierającą Mie. Alex wkurzył się i po chwili był już przy aniele. Demon nie zauważył, że Nephilm był tuż za nim. Odwrócił się ale było już za późno. Chłopak z obrotu przeciął go na pół.
   Aniołów nie było. Alex pad na kolana przed martwym ciałem dziewczyny. Jego miecz nie świecił ani na niebiesko ani na biało. Był srebrny jak zawsze po walce gdy demony spłonęły i były martwe. Czół się winny. Ostatnia nadzieja dla świata umarła. Alex czuł się winny. Gdybym był przy niej. To moja wina. Nephilim opuścił głowę. Jego twarz zasłoniły blond włosy. Patrzył na martwą Mię. Leżała bokiem. Jej koszulka była cała we krwi. Skóra pobladła. Usta zrobiły się sine i zakrwawione. Na jej policzku był ślad krwi. Włosy były sklejone krwią. Oczy zamknięte. Po jego policzku spłynęła mu łza spadając na policzek Mai.

***

  Nagle przed nią pojawił się anioł. Miał bladą skórę, czarną pelerynę i czarne skrzydła. Poczuła ból w sercu. Opuściła głowę i zobaczyła miecz wbity w serce. Opadła na kolana. Osunęła się na ziemię. Zobaczyła oczy mordercy. Były całe czarne. Jednak ostatnie co zobaczyła to jego twarz. Zamknęła oczy. Otoczyła ją ciemność i nicość.
   Jednak po chwili odczuła ból w plecach. Był nie do zniesienia. W końcu otworzyła oczy. Jej plecy przeszył niemożliwy ból ale po chwili ustąpił. Miała zamazane widzenie. Po chwili zobaczyła Alexa. Był nad nią pochylony a po jego policzkach spływały łzy. W jego ręce lśnił białym blaskiem miecz. W tej właśnie chwili podniósł wzrok i popatrzył na nią. Na jego twarzy pojawiło się wiele emocji. Niedowierzanie, zdziwienie i radość.
    - Przemiana się dokonała.

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział II Życie codzienne

   Obudził się cały obolały. Nic dziwnego. Przecież spał na fotelu. Kark miał cały obolały. Po powrocie do Instytutu poszedł do biblioteki by poszukać coś o innych aniołach. Niestety w podręcznikach dla Nephilim nic nie było. Postanowił poszukać w innych książkach. niestety znów nic nie znalazł. Siedział nad jedną całą noc, ale nie pamiętał, czy w ogóle to dokończył. Popatrzył na kolana. Na nich leżała książka w czerwonej skórzanej okładce ze złotym napisem Historia Aniołów. Znał ją na pamięć ale i tak chciał zobaczyć. Było tu opisane wszystko. Powstanie aniołów, bunt, upadek... Dalej jest coś jeszcze, ale przysnął.
   Chciał znów wrócić do lektury, ale nagle w drzwiach ukazała się pewna postać. Idealna kobieca sylwetka była opięta czarną, krótką sukienkę, bez ramiączek. Włosy do łopatek koloru jasnego brązu były rozpuszczone. Na nogach wysokie szpilki, a w rękach parująca filiżanka kawy. Na jej zmysłowych czerwonych ustach pojawił się uśmieszek. Poruszyła długimi rzęsami a jej brązowe oczy skierowały się na niego. Ruszyła powoli, ale z gracją. Przeszła przez schody i podeszła do niego. Usiadła na jego kolanach, odstawiła kubek na blacie obok, on objął ją w talii i przyciągną do siebie. Pocałował ją delikatnie, ale ona chciała czegoś więcej. Zaczęła całować go coraz bardziej brutalnie. Poczuł w ustach smak krwi. Znowu przygryzła mu wargę. Odsunęli się od siebie szybko dysząc. Mógł wyczuć jak się uśmiecha.
   - Wróciłeś wczoraj bardzo późno. Opowiesz mi co się stało, że całą noc spędziłeś w bibliotece?
   Pokrótce opowiedział jej dziwne zdarzenie pomijając fakt SMS-a.
   - W sumie słyszałam o czymś takim. Ta książka którą teraz czytasz ma tam opis takiej podobnej anielicy. To ja może pójdę i zostawię cię z kawą i myślami. Tylko obiecaj mi, że przyjdziesz choć mi pomachać na pożegnanie - na jej twarzy pojawił się grymas złości. - Nie było cię kiedy przyjechałam to może teraz przyjdziesz mnie pożegnać? - Zauważyła jego pytający wyraz twarzy. - Dzisiaj jadę do rodziny. Nie mów mi nawet, że zapomniałeś.
   - Kochanie przepraszam, ale nie dam rady. Mam dzisiaj widzenie z Deusem i Infernusem. Nie mogę tego opuścić. Wiesz jakie to ważne. - Popatrzył się na nią przepraszająco i równocześnie błagająco. - Muszę wiedzieć czym jest ta dziewczyna.
   - Nigdy nie masz dla mnie czasu! - Na jej twarzy pojawiła się furia. - Wszystko jest ode mnie ważniejsze! - Wstała z niego i podeszła do drzwi. - Jeśli nie przyjdziesz zrywam zaręczyny.
   Szybko podszedł do niej i wziął ją w objęcia i namiętnie pocałował. Stali tak w objęciu przez chwilę. Ona jako pierwsza odsunęła się od niego.
   - Susan, wesz, że cię kocham, ale nie mogę opuścić tego spotkania. Oni sami mnie wezwali. - Przytulił ją mocniej i wtulił twarz w jej włosy. Dodał jeszcze w myślach Chciałbym, żeby ta pieprzona wojna się już skończyła. - Jak to wszystko się uspokoi wyjedziemy z tond gdzieś daleko, gdzie nikt nas nie znajdzie. Obiecuje.

***

   Mia jak zwykle wstała dość wcześnie. Znów miała ten dziwny sen. Ma skrzydła. Stoi na klifie jeden krok i spadłaby w wzburzone ciemne fale. Jednak zrobiła krok, ale nie spadła. Jej białe skrzydła lśniły srebrnym blaskiem. Poruszały się powoli i z wielką gracją tak, że wywoływały nie mały podziw. Po chwili znalazła się około trzy metry od brzegu. Nagle przeszył ją wielki ból. Chciała krzyczeć, ale się powstrzymała. Dopiero po chwili zauważyła, że z jej skrzydeł zaczynają wypadać pióra. Była z tego powodu szczęśliwa. Nagle na brzegu klifu pojawił się jakiś chłopak. Był ubrany na czarno z blond włosami. Nagle zaczęła spadać w dół. Zawsze w tym momencie się budziła i nasłuchiwała.
   Ojczym już wstał. Właśnie robił kawę w ekspresie. Dziewczyna postanowiła się załapać na poranną kawę. Wstała z łóżka. Pościeliła swoją białą kołdrę i popatrzyła kontem oka na swój wygląd. Czarne skołtunione włosy do pasa, zaspane oczy, pomarańczowo kremowe piżama na ramiączkach. Tak, kawa dobrze nam zrobi. Pomyślała. Wyszła z pokoju. Hol był skąpany w świetle. Na panelach od razu u jej stóp pojawił się miniaturka yorka teriera. Sunia zaczęła skakać po jej nogach. Mia wzięła ją na rączki, a psinka zaczęła ją lizać. Dziewczyna zachichotała. Nie uszło to uwadze mężczyźnie stojącego przy ekspresie do kawy.
   Lekki zarost, krótko obcięte włosy i podkrążone oczy świadczyły o jego zmęczeniu. Na ustach miał pogodny uśmiech, oczy brązowe i na policzku blizna po wypadku z dzieciństwa. Był w samych czerwonych bokserkach. Ciało nie miał idealne. Wręcz przeciwnie, tęgi. Ale mimo wszystko darzyli siebie wielką sympatią.
   - Chcesz kawę? - Zapytał wskazując na ekspres.
   - Jasne - posłała mu promienny uśmiech odstawiając Sonie na ziemię - kto wczoraj wygrał?
   - Chile - popatrzył na nią ze zdziwieniem. - Znowu miałaś nosa.
   - Trzeba było ze mną oglądać 4fun tv - uśmiechnęła się do niego wspominając wczorajszy dzień przed wyjazdem do Katie. Siedziała przez chwilkę przez telewizorem i patrzyła jak kto według innych powinien ich zdaniem wygrać. Padło na Chile więc na nich stawiała. - Czyli wisisz mi dychę - wyszczerzyła się
   - Zdradź mi gzie ty tą kasę wydajesz chociaż. - Podszedł do szafeczki nad blatem i wyją z niej portfel. Wyciągną dziesięć dolarów i dał je dziewczynie.
   - Za rogiem jest księgarnia gdzie podają wyśmienite late i ciasto czekoladowe. - Uśmiechnęła się do niego promiennie. On podał jej kawę powstrzymując przed śmiechem. - No co?
   - Tam chodzi też Daniel z kolegami.
   - I co z tego? - coraz bardziej poirytowana upiła łyk kawy i się skrzywiła. Czarna. Nienawidziła czarnej. Podeszła do lodówki i wyciągnęła z niej mleko. Nalała troszkę do kawy i upiła łyczek. Idealna.
   - A to, że mają tam takiego jednego przystojniaka - popatrzyła na niego z ironią. Doskonale wiedział, że żaden z nich się jej nie podoba.
   - Serio? - Poszła do pokoju i przyniosła z tamtą tablet. Otworzyła to co chciała i mu pokazała. - To od tego chłopaka który tak bardzo ci się "podoba" - Na tablecie był otworzony Ask i kolega Daniela napisał jej: Masz ładne cycki, i chcę cię zaciągnąć do hotelu by tam pokazać ci moją brutalną stronę :). Najbardziej dziwne było to drugie. Widziała jak twarz Wiliama zaczyna przybierać kolor czerwony. - Wątpię czy kiedykolwiek bym się z nim umówiła. - Wyraźnie mu ulżyło bo czerwony kolor zszedł z jego twarzy. Uśmiechną się do niej słabo.
   - Mądra dziewczynka - pocałował ją w czoło. Zawsze tak robił gdy mi współczuł i był ze mnie dumny. - A tym chłopakiem to się nie przejmuj. Już ja z nim pogadam o tym motelu. - Powiedział i poszedł do łazienki wziąć prysznic.
   Mia popatrzyła na salon. Szklany stolik do kawy na gipsie podobnym do greckiej kolumny. Duża kremowa sofa z poduszkami zaczęła ją wołać by usiadła. Pomyślała, że to jest dobra opcja. Rozsiadła się i popatrzyła przed siebie. Płaski telewizor Toshiba był włączony na jakimś starym serialu. Przełączyła na Discovery gdzie akurat leciał program "walka o bagaż". Ten program ją odprężał.
   Po piętnastu minutach Andrew wyszedł z łazienki. Mia poszła wziąć prysznic. Pod ciepłą wodą wróciła myślami do swojego dzisiejszego snu. Znowu wydawało jej się, że to jest ten klif niedaleko ich domu. Jednak zawsze odrzucała od siebie tę myśl. Gdyby jednak to był ten klif? To co? Przecież nie jestem aniołem. To wszystko wina książek! Myślała o czym była jej poprzednio przeczytana książka. Nie było w niej nawet wzmianki o aniołach. Mia uznała, że trzeba znów odwiedzić psychiatrę. Chciała nim zostać choć sama potrzebowała od czasu do czasu jego pomocy. Poszła do pokoju i ubrała dżinsowe, krótkie spodenki i koszulkę z zespołem rockowym. Związała włosy w wysoki kucyk.
    Zawołała swoją sunię i zapięła ją w szelki. Sama ubrała glany i wyszła.

***

    Alex zszedł do garażu i odpalił motor. W ciszy odjechał na spotkanie z aniołami. Zawsze denerwował się z tego powodu. Najbardziej jednak nie lubił miejsca spotkania. Zawsze musieli się spotykać nad klifem. Jednak dzisiaj przepełniał go wielki spokój.
    Kiedy przyjechał na miejsce, zszedł z motoru i podszedł do najdalej wysuniętej części klifu. Ukucną i wyją zza pasa urządzenie podobne do ołówka. Jednak w miejsce rysika znajdował się jakiś kamień. Nagle urządzenie się zaświeciło, a chłopak narysował nim kręg a w środku znak przywołania. Krąg i znak zaczęły płonąć. W połowie był to biały płomień a w połowie czerwony. Święty i Piekielny ogień. Przed Alexem pojawiły się dwie ogromne postacie. Jedna w białym jasnym płaszczu. Twarz zakapturzona. Skrzydła koloru srebra. Drógi miał czarną szatę i złote skrzydła. Dwaj bracia. Dwa przeciwieństwa. Deus i jego piekielny brat Infernus.