poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział VI Najbliższy nieznany

Dzisiaj tak troszkę krócej. Nia miałam czasu się rozpisywać i nie chciałam tego rozdziału na siłę wydłużać.


    Mia wiedziała, że powoli zbliża się do Moskwy. Była na ich czas 6 rano. Znalazła klub w którym jej ojciec zawsze przesiadywał godzinami i pił wódkę. Przed wejściem stał ochroniaż, nazywany przez nią żartobliwie gorylem. Wylądowała na dachu budynku. Z tąd widać dość dużą panoramę miasta. Pomyślała, że na jej plecach nie ma skrzydeł, a gdy spojżała za siebie żeczywiście ich nie było.
    Zeszła drzwiami które kiedyś jej pokazał. Długo schodziła aż doszła do zaplecza baru taty. Marko jak zwykle zadumany siedział nad papierami i kieliszkiem. Zmienił się troszkę od kiedy go ostatnio widziała.
    Włosy długawe i ulizane jak zawsze, ale już nie czarne ale lekko siwe. Jego twarz podobna do jej przed Przemianą, tylko jakaś taka zmarszczona. Ogólnie wyglądał schludnie i staro.
    Przysiadła się koło niego. Barman zapytał się czy coś podać a ona grzecznie odmówiła. Uporczywie patrzyła się na niego. Po chwili spojżał na nią wściekle i rozzłoszczonym głosem zapytał:
    - Czego się gapisz dziwko?
   - To tak się teraz mówi na córkę? - Nie ukrywała zdziwienia. Marko spojżał na nią. Patrzył się tak dobre pare chwil. - Przemiana mnie odmieniła ale to dalej jestem ja, Mark. - Jego twarz stężała. Była w tej chwili jak kamień. Nic nie można było z niej odczytać.
   - Przecież im kuźwa mówiłem, że nie będę twoją niańką. - Dziewczynę lekko zdziwiła ta reakcja. Ale w sumie od kiedy się urodziła nie chciał być jej ojcem. - Posłuchaj nie zrozum mnie źle. - Zdją okulary. Na jego twarzy malowało się zmęczenie. - Ja miałem tylko Cię chronić do czasu Przemiany. Miałem Ci coś dać i... - Przerwał swoją wypowiedź jakby czegoś się obawiał.
    - Mam opiekuna o to się nie martw. Nie wysłali mnie tu. Ja sama przyszłam. - Przez chwilę patrzył się na nią jak na wariatkę. Nagle jego twarz stężała na powrót i złalał ją mocno za ramię.
      - Uciekaj do mojego domu. Już. - Jego ton raczej nie tolerował sprzeciwu. Zeszła z krzesła i zaczęła iść w stronę drzwi. Nagle jakiś wysoki mężczyzna zagrodził jej drogę. Wiedziała, że dla dziewczyny w takim klubie to oznacza kłopoty.
   - Tak szybko idziesz? - Mię zdziwiło, że mężczyzna umiał płynnie angielski. Spojżała na niego ale nie przestraszyła się. Był ubrany w dżinsy, koszulkę i o dziwo na jego szyi widniał nieśmiertelnik. W lraewj ręce trzymał nóż. - Jeszcze nawet nie pogadaliśmy. Choć ze mną do stolika, zamówimy drinka i pogadamy. - Na jego twarzy widniał złowieszczy uśmiech.
    - Ta pani nie ma ochoty z tobą rozmawiać. - Za jej plecami pojawił się Marko. Niezauważalne włożył w jej rękę mały pistolet. Już jako dziecko uczył ją jak z niego strzelać. "Moskwa to niebezpieczne miejsce. Musisz umieć się obronić" zapamiętała te słowa z dzieciństwa kiedy pierwszy raz do niego przyjechała.
      Następnie wszystko potoczyło się szybko, ale dla niej było to jakby zwolnione tępo. Ojciec zza jej pleców pociągnął za spust. Pocisk przeleciał tuż koło jej ucha i zranił mężczyznę w ramię. Usłyszała tylko świst. W lewym rogu sali siedząca tam grupa wstała od stołu i każdy z nich wyją AK47. Ojciec i Mia szybko wybiegli przez główne wyjście i zaraz po wyjściu jej skrzydła rozwinęły się. Poleciała szybko w górę ale zaraz zleciała po Marka.
     - Zostaw mnie! - nie dał jej się nawet dotknąć. - Jeśli tak bardzo chcesz mi pomóc leć do mojego domu i zaszyj się tam puki nie przyjdę!
    Z ciężkim sercem posłuchała ojca. Poleciała w wyznaczone miejsce i czekała.

***
     Z baru wyszło około sześciu mężczyzn z bronią. Mark wyszedł zza rogu. Był wkurzony. Spojrzał na nich morderczym wzrokiem. Oni nie reagowali. Czekali.
     - Co to miało być? Mówiłem, że wam ją przyprowadze. Musi mi tylko zaufać. Jako człowiek mi nie ufała. Teraz zteż nie zaufa jeśli będziecie się wtrącać!
   - Musimy się wtrącać bo to była kiedyś twoja córka. - Mężczyzna z którym rozmawiał był zakapturzony. Wyglądał jak mnich razem ze swoimi towarzyszami.
      - Już nją nie jest. Ona jest tylko przeszkodą na drodze naszego pana. Nie śledźcie mnie więcej. Zrobie to co powinienem. - Na jego twarz wkradł się złowieszczy uśmiech. - Zabije tego potwora.

***
   Mia wleciała przez okno ale jak zwykle je rozbijając. Mieszkanie było takie samo jak zawsze. Mała ciemna kawalerka. Jedno jednak było dla niej nowego. Na biórku które zazwyczaj było puste coś leżało. Anielica podeszła do noego i poczóła anielską magię. Spojrzała na biórko i ujżała bursztynowy mały naszyjnik i ogromny miecz podobny do tego co miał James. Jedno co się różniło to wzór skrzydeł na rękojeści. Na przedmiotach leżał list i kartka. Na kartce pisało krótkie zdanie. "Bierz te przedmioty i uciekaj bo zginiesz". Spojrzała znad kartki i jej źrenice poszerzyły się.
  Nad biurkiem wisiały mapy, zdjęcia i informacje. Rozpoznawała to ułożenie. To wiązało się z pracą ojca. Był mordwrcą. Jego następnym cem była ona. Szybko pochwyciła przedmioty i list. Wyleciała przez okno. Do jej oczu cisneły się łzy. Nie odleciała jednak dlaeko. Przysiadła na dach tak by widzieć ojca. Czekała.
    Do mieszkania wszedł Mark. Był w czarnej pelerynie. W rękach trzymał pistolet. Przystawił go sobie go skroni. Mia nie mogła patrzeć. Odleciała ale zdążyła jednak usłyszeć dzwięk wystrzału. Po jej policzku spłynęło kilka łez.

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział V Instytut

   Weszli przez drzwi i znaleźli się w korytarzu? A może to salon? Mia nie wiedziała dokładnie jak to pomieszczenie nazwać. Wyglądało jakby znaleźli się w starym zapomnianym zamku. W tym ogromnym pomieszczeniu panował półmrok z powodu ogromnych witraży w oknach w stylu gotyckiego kościoła. Na podłodze leżał czerwony dywan. Na środku pomieszczenia zaczynały się ogromne schody. James podszedł do ściany naprzeciw nich i zawiesił tam swoją kurtkę i wziął długi płaszcz.
  Niedaleko niego stała jakaś prześliczna postać o niebieskich oczach i białej zaplamionej krwią sukience. Po chwili anielica  uświadomiła sobie, że tą postacią jest ona sama. Jej włosy nabrały bardziej brązowo-rudego odcienia, stały się dłuższe i falowane. Twarz zwykle blada i okrągła była teraz smukła i nabrała barw.
   Blondyn podszedł do niej i pomógł jej założyć płaszcz.
   - Po co to? - Zapytała z lekkim rozbawieniem w głosie. Chłopak posłał jej promienny uśmiech od którego widoku wszystkie dziewczyny padają chłopakom do stóp i chodzą za nimi śliniąc się jak pieski.
   - Na plecach masz dwie blizny i nie umiem na nie znaleźć jakiejś bajki - Mimo uśmiechu jego głos był poważny
  Weszli schodami na górę. Ich oczom ukazał się długi korytarz pełen drzwi. Na jego końcu znajdowało się duże okno z rodzaju tych co się daje jako drzwi balkonowe. Skręcili w pierwsze drzwi od prawej. W środku znajdowała się kuchnia albo kuchnio-jadalnia. Pomieszczenie było jasne w porównaniu do poprzednich. Nie było jednak tak wielkie. Na środku był ogromny prostokątny, nowoczesny stół z czarnego drewna gdzie mogło zasiąść równocześnie 12 osób.  Krzesła były kolorystycznie dobrane do niego. Po prawej stronie były blaty, szafki, lodówka, kuchenka itd.
   Na jednym z miejsc siedział chłopak. Był mocno opalony, jego czarna koszulka idealnie przylegała do ciała, więc Mia mogła stwierdzić, że jest on (nowocześnie mówiąc) napakowany. Pił właśnie kawę. Spojrzał najpierw na James'a a później przeniósł swoje ciemne oczy na nią. Wstał od stołu i podszedł do blondyna
   - Hola amigo! - posłał promienny uśmiech w stronę anielicy i do niej podszedł. Wziął jej rękę i zanim ją pocałował powiedział - Bienvenido la señora - Mia posłała mu uśmiech pełen zdziwienia i radości.
    - Hej, jestem Mia.
    - Leonardo ale mów mi Leon.
   - Nie chcę przerywać tak rozczulającej sceny ale muszę naszą nową zaprowadzić do pokoju - James przeszedł koło Hiszpana i pociągną Mie w stronę drzwi.
   - Co to było? - Kiedy drzwi się zamknęły dziewczyna zadała mu to pytanie.
   - Leon upatrzył cię jako swoją nową zdobycz. On jest moim przyjacielem ale nie mogę dopuścić by złamał ci serce. Jak zauważyłaś jest powalająco przystojny więc o to nie trudno.
    - Ty się boisz o mnie a może powinieneś bać się o niego? - Zadała mu to pytanie z aroganckim uśmieszkiem na ustach.
     - To twój pokój - wskazał na ostatnie drzwi po lewej na korytarzu. - Jakby co będę tu wskazał na drzwi na wprost jej. - To biblioteka.
     Dziewczyna  weszła do pokoju i zamknęła drzwi na klucz. Zrzuciła płaszcz. Pokój wyglądał w miarę ładnie. Ściany były pomalowane na pomarańczowo, sufit biały. Łóżko duże podwójne stało na środku pokoju. Z lewej strony był balkon. Przy prawej ścianie stało masywne biurko z dębu. W prawym dolnym rogu stała szafa z lustrem. Mia podeszła do niej. Otworzyła a w środku znalazła to czego szukała. Ręcznik, jeansy i czarna gładka koszulka. Podeszła do drzwi znajdujących się na lewej ścianie i otworzyła je. Tak jak myślałam. Łazienka. Uśmiechnęła się pod nosem. Była duża i jasna. Rozebrała się i weszła do kabiny prysznicowej by zmyć z siebie zaschniętą krew.

***

   Próbował się skupić na czytanym tekście ale nie mógł. Myślami ciągle błądził do chwili kiedy razem jechali. Kiedy ona zasnęła. Nigdy nie czół czegoś takiego. Mia ciągle była w jego głowie. Był zazdrosny kiedy Leon pocałował jej rękę. Powinien coś zrobić ale czegokolwiek się złapał zawsze jego myśli powracały do niej. Masz przecież narzeczoną to nie fer z twojej strony. Ale te jej włosy, ten wygląd ten zapach. Chciałbym ją znów przytulić i poczuć miękkość jej włosów pod palcami. Zerwał się z fotela i wyszedł z biblioteki. Jego nogi zaprowadziły go prosto pod drzwi do jej pokoju. Mimo swoich obaw po chwili zapukał.

***
   Wyszła z pod prysznica, ubrała się i zaczęła rozczesywać swoje długie włosy. Zmieniły się nie tylko pod względem długości ale też i koloru. Z ciemnego stały się brązowe wpadające w rudy. Spodobał jej się ten kolor. Mimo to czuła się jakby w innym ciele. Z zadumy wyrwało ją delikatne pukanie do drzwi. Podeszła i ujrzała James'a.
    - Masz ochotę się czegoś nauczyć? - Zapytał z aroganckim uśmieszkiem podając jej gumkę do włosów.
     - Dzięki. Chyba tak.
   - To chodź za mną. - Posłusznie zrobiła to co jej powiedział po drodze wiążąc sobie szybko i sprawnie splotka.
    Przeszli przez drzwi prowadzące do holu. Dopiero kiedy do niego weszli Mia zauważyła w jego ręce małą pochodnie. Pomieszczenie było zupełnie ciemne. Prawdopodobnie zapadł już zmrok. Oczy dziewczyny dosyć szybko wypatrzył w słabym świetle ognia koloru niebieskiego małe drzwi których wcześniej nie zauważyła z powodu lustra będących na nich. James pchną je i poczuli zapach starej wilgotnej piwnicy. Mia ku irytacji chłopaka zachichotała.
     - Z czego się śmiejesz? - Czy to nuta śmiechu połączonego z zdziwieniem? Pomyślała ale po chwili odpowiedziała mu z lekkim i prawie niewyczuwalnym zawahaniem.
      - Poznałam cię dzisiaj, ty od pierwszej chwili znasz moje imię - choć Ci go nie mówiłam - i schodzę z tobą do jakiejś starej piwnicy. Skąd mogę wiedzieć czy nie jesteś psychopata z nożami w kieszeniach? - Posłała mu słodki i rozbawiony uśmiech.
        - Wsiadłaś temu psychopacie na motor, pamiętasz? Ale co do noży nie zaprzeczam, mam kilka w kieszeni. - Mówiąc to zszedł na dół schodami, ale Mia idąc za nim z tyłu mogła wyczuć, że się uśmiecha od ucha do ucha.
        Schody ciągnęły się i ciągnęły. Kiedy się skończyły jej oczom ukazało się coś na wzór wielkiej sali gimnastycznej, tylko z tym, że były tam też kukły, tarcze i dużo broni. James podał jej jakieś ubrania.
      - Lepiej się przebież. Zamierzam dać ci niezły wycisk - Uśmiechną się ale jego oczy były poważne. Wskazał na drzwi znajdujące się po lewej stronie. - To jest szatnia damska. Tylko się pośpiesz.
        Dziewczyna weszła do pomieszczenia które wyglądało jak zwykła szkolna szatnia. Przebrała się w strój. Była to czarna luźna koszulka i krótkie spodenki tego samego koloru. Wyszła z przebieralni i zobaczyła Jamesa w stroju podobnym do jej tylko zamiast krótkich spodenek miał na sobie rurko podobne czarne jeansy. W prawej ręce trzymał kij długości może pół metra.
        - Lekcje pierwsza - jego twarz była skupiona i opanowana. - Uniki. Anioły nigdy nie warczą w ręcz ale na miecze. Przypuśćmy, że twoja broń została ci wytrącona. Musisz robić uniki. Najpierw zobaczymy jak będziesz unikać miecza.
        Kończąc swój wykład zamachną się i uderzył Mie w brzuch.
        - Wróg przeciął cię na pól. Gdy zauważysz taki ruch spróbuj odskoczyć do tył - podając jej rękę ale ona ją odrzuciła. Kiedy wstała zrobił to samo ale tym razem uskoczyła w tył. - Dobrze. Teraz cios z góry.
       Minęły dwie godziny i Mia opanowała perfekcyjne wszystkie uniki. James odłożył kij i przyniósł dwa duże skrzydła zrobione z tektury.
      - Ich skrzydła nie są normalne. Są jakby małymi sztyletami. Kiedy się obracają mogą cię przeciąć w pół jeśli nie zrobisz szybkiego uniku. - Zademonstrował robiąc obrót. Mia poturlała się pod nimi i stanęła po drugiej stronie chłopaka. - Dobrze ale teraz nauczę cię jak skakać nad nimi.
     Po pół godzinie James stwierdził, że to koniec lekcji  i oboje udali się do szatni by wziąć prysznic. Mii zajęło to dłużej niż Jamesowi ale kiedy ona wyszła z pomieszczenia on już czekał. Była przebrana w swoje ciuchy ale coś jej nie pasowało. Po chwili zdała sobie sprawę, że czuła się nieswojo z  powodu braku skrzydeł. Ciekawiło ją kiedy się wysuną. Chłopak odprowadził ją pod drzwi i po zanim weszła krzykną za nią.
        - Jednak nie jestem psychopatą! - Posłał jej łobuzerski uśmieszek i znikną za drzwiami jednego z pokoi. Spojrzała na zegarek wiszący na ścianie w korytarzu. Wskazywał na 12 wieczór. Zamknęła drzwi i położyła się na łóżku. Jednak nie mogła zasnąć.
      Myślała o mamie i ojczymie. W pewnym momencie usiadła prosto jak poparzona. Jej biologiczny ojciec. Czy on też nie żyje? Dziewczyna wiedziała dokładnie gdzie ma lecieć by go znaleźć. Wyszła na balkon i pomyślała o skrzydłach. Zamknęła oczy i usłyszała dźwięk rozrywanego materiału. Nie musiała patrzyć się za siebie by wiedzieć, że z jej pleców wyrastają dwoje ogromnych skrzydeł.
      Pomyślała o drodze do ojca. Zamknęła oczy i wyobraziła sobie jak tam leci. Kiedy je otworzyła rzeczywiście leciała.

niedziela, 14 grudnia 2014

rozdział IV Przemiana i strata

   Mia popatrzyła się na blondyna jak na wariata. On patrzył się przez cały czas a coś za jej plecami. Odwróciła głowę i nie mogła uwierzyć w to co widzi. rozłożyła skrzydła lśniące najczystszą bielą i srebrem. Po chwili blask przygasł i jej oczom ukazały się białe skrzydła, jakby owinięte srebrną rosą na pajęczynie. Nie mogła w to uwierzyć. Spojrzała w dół i zamiast krótkich jeansowych spodenek i glanów ujrzała białą suknię z bosymi stopami. Jej włosy sięgały aż do talii. Chłopak uważnie jej się przyglądał i nic nie mówił. Tylko patrzył. Koło nich zaczął się palić jakiś znak. Mia nie była pewna co to dokładnie jest, więc podeszła by się temu przyjrzeć. Nagle przed znakiem, nad wodą pojawiły się dwie skrzydlate postacie. Jedna z nich miała podobne skrzydła do jej, a druga była jej przeciwieństwem. Chłopak ukląkł przed nimi i skłonił głowę, a ona stała jak zamurowana.
  - Nareszcie się widzimy córko anioła - rzekła jasna postać - Długo czekaliśmy z bratem na tą chwile. Jestem Deus a to Infernus.
   - Czy ktoś mi to wytłumaczy? - Anielica spytała z lekką irytacją w głosie
   - Ależ oczywiście - głos tego drugiego przyprawił Mie o dreszcze. nie był łagodny i miły jak jego brata - Zapewne słyszałaś nas pod różnymi imionami. Mnie pod "Szatanem" lub "Lucyferem" a mojego brata pod "Bogiem" lub "Jah". Ty urodziłaś się w czasach największego spisku w dziejach aniołów. Te osobniki z którymi walczył Alex to tak zwane anioły ciemności, dzieci anioła o najciemniejszym sercu, a twoim ojcu.
   - To się działo jakieś 16 lat temu. Miałem swojego ulubieńca znanego Ci zapewne pod imieniem "Jezus". Ufałem mu i był w niebie drogi po mnie. Miał żonę anielicę, która jako jedyna zaszła w ciążę. Jednak Metatron chciał czegoś więcej. wykradł moją i mojego brata po połowę mocy i zmienił prawie wszystkie anioły w anioły ciemności. Zapomniał o swojej żonie. Kiedy my wykłócaliśmy się co robić ona przyleciała do nas rodząc.
   - Dała nam ciebie oddając ci całą swoją moc i gdy umierała powiedziała, że jesteś ostatnią nadzieją tego świata. Wspólnie ukryliśmy cię pod postacią ludzką. Powiadomiliśmy Nephilm o sytuacji i nauczyliśmy jak wytwarzać broń zdolną do zabicia anioły.
   - Udało im się jedynie delikatnie zmniejszyć ich liczbę przez te lata o 1/10. To dużo ale i tak za mało. Na razie twoim zadaniem jest nauka i pomoc Nephilm. Alex twoim zadaniem jest jej nauka i chronienie do czasu gdy stanie się samodzielna.
   - Tak panie - Dalej klęcząc Alex odpowiedział mu.
   - A co z moją rodziną? - Mia zapytała z lekkim niepokojem.
   - Niestety oni nie żyją - z lekkim współczuciem Deus spojrzał na nią.
  - Nie to nie możliwe - złapała się za usta i w jej oczach pojawiły się łzy. Ciągle powtarzała "niemożliwe".
   Patrzyła się na nich jakby to był jedno wielkie nieporozumienie. Odwróciła się i biegnąc wzbiła się w powietrze. Myślała tylko o tym aby jak najszybciej dotrzeć do domu. Kiedy dotarła w pobliże domu zdała sobie sprawę, że nie umie się zatrzymać. wleciała przez okno rozbijając je. W powietrzu przewróciła się na kolana. siedziała tak chwilkę ale dopiero po chwili zauważyła, że jest w kałuży krwi.
   Biały, poukładany salon był teraz nie do poznania. Wszystko było powywracane. Wszystko było we krwi. Wszędzie na podłodze leżały ludzkie, albo zwierzęce wnętrzności. Nie była pewna tego co widzi. Wstała i zrobiła jeden krok. Jej biała sukienka sięgająca do kolan była na końcówkach poplamiona krwią. Usłyszała trzask. spojrzała w dół i pożałowała tego. pod jej stopami leżała długa kość, chyba ramienna. Dziewczyna zaczęła piszczeć i płakać. Wrzeszczała cały czas "obudź się, obudź..."
   Poczuła jak oplatają ją jakieś silne ramiona. Zaczęła się wyrywać ale ten ktoś nie puszczał. W końcu przestała się wyrywać, wtuliła się w ciepłe ramiona i szlochała. Chłopak zaczną ją gładzić po włosach i uspokajać. Stali tak jakiś czas. Dziewczyna delikatnie odsunęła się od niego. Po jej policzkach już mniej spadały łzy.
    - Już lepiej? - Zapytał patrząc się w jej niebieskie oczy z lekkim zaniepokojeniem na twarzy. Nie mogła mówić więc tyko pokiwała głową. - Tu nie jest bezpiecznie. Choć zabiorę cię w bezpieczne miejsce.
    Wziął ją za rękę i wyprowadził z domu. Na podjeździe stał czarny ścigacz. Wsiadł na niego a Maia za nim. splotła ręce na jego brzuchu i wyruszyli. Jechali przez dłuższy czas w milczeniu. Dziewczyna była trochę zdziwiona, że motor nie wydaje żadnych dźwięków. Była tym wszystkim zmęczona. Oparła głowę na jego plecach i zasnęła. W czasie snu jej skrzydła "schowały się" w jej plecach. Kiedy dotarli na miejsce Alex delikatnie zawołał ją po imieniu. Anielica powoli uniosła powieki.
    - Jesteśmy na miejscu - Oznajmił jej łagodnym tonem uśmiechając się.
   Miejsce w którym się znajdowali wyglądało trochę jak garaż. Ciemne z różnymi pojazdami i narzędziami. Chłopak zszedł z rotora i znaczą iść w kierunku drzwi znajdujących się prawie w rogu pomieszczenia. Mia podążyła za nim, ale tuż przed drzwiami przystaną i odwrócił się do niej.
   - Wiesz co Miu lepiej będzie jeśli nie będziemy mówić Nephilm w Instytucie o tym, że jesteś aniołem, okej?
    - Okej, ale mam jedno pytanie. Jak masz an imię bo mi chyba umknęło - uśmiechnęła się blado. Chłopak odwzajemnił uśmiech.
    - James.

-------------------------------------------------------------------------------------------
   Wiem, że mnie kochacie za urwanie w takim momencie :) Chcę przeprosić za moją długą nieobecność i przypomnieć o głosowaniu! Dodam jeszcze jedną ankietkę bo muszę się czegoś dowiedzieć :)

niedziela, 7 września 2014

rozdział III Anioły

   Alex na widok aniołów padł na kolana i zwiesił głowę. Zawsze gdy ich zobaczył, robił to mimo woli. Wiedział, że robi to by oddać im cześć.
    -Po co nas wezwałeś?
  -Znalazłem kobietę. Myślałem, że jest aniołem ciemności bo Angeli Detector pokazywał na nią. Ale miecz nie świecił się na niebiesko tylko na biało. Co to może znaczyć?
    Aniołowie popatrzyli się na siebie. Alexowi wydawało się, że widzi na ich twarzy wahanie. W końcu jako pierwszy odezwał się Deus.
    -15 lat temu miałem przyjaciela. Zaufałem aniołowi. Był wyjątkowy. Jako jedyny z aniołów nauczył się kochać. W niebie pokochał Devotio. Pobłogosławiłem ich związek bo był czysty. Po roku zaszła w ciążę. Nie zauważyłem, że w sercu Metatrona zrodziło się coś złego. Wykradł mi i mojemu bratu połowę mocy i stworzył substancje w gazie, która zmieniła wszystkie nasze anioły w potwory.
   -Gdy udałem się do mojego brata z pretensjami on wykorzystał chwilę i rozpuścił gaz. zapomniał jednak o jednym. O swojej ciężarnej żonie. Zdążyła uciec ale trucizna zaczęła powoli ją i dziecko zabijać. Na ostatnich siłach przyleciała do nas i zanim wydała ostatnie tchnienie powiedziała nam co się stało. Deus nie zdążył jej uratować ale zdołał przenieść dziecko do ciała innej kobiety. Jednak gdy poszliśmy walczyć było już za późno. Wszystkie anioły były już przemienione. Czekaliśmy na odpowiednią chwilę. Przeznaczeniem tej dziewczyny jest pomszczenie śmierci jej matki. Twój  iecz zaświecił się na biało bowiem jest ona aniołem. Jednak ukarze się dopiero gdy spotka na swojej drodze dwóch aniołów ciemności.

***

    Mia dość szybko pokonała trasę z bloków na klif. Była całkowicie zatopiona w myślach. Okolica była cudowna. Wszędzie soczyście zielona trawa. Żadnych drzew, krzaków i co najważniejsze ludzi. Spuściła sunię. Wzięła patyk który zawsze tu przynosiła i zaczęła bawić się z Tofi.
    Kiedy tak szła nie zauważyła chłopaka stojącego tuż przed nią. Idąc tyłem i się śmiejąc wpadła na niego. Odwróciła się i zamarła.
  Wyglądał uderzająco podobnie do jej przyjaciela. Po chwili milczenia i wpatrywania się w siebie dziewczyna zadała mu pytanie na które nie mógł odpowiedzieć.
    -Alex?

***

   Anioły obserwowały dziewczynę od kiedy chłopak potwierdził jej tożsamość. Czekali na odpowiednią chwilę. Pan kazał mi pozbyć się jej. Nikt nie pytał po co. Kiedy tylko wyszła z domu, trzech poleciało za nią. Dwóch poszło się jej pozbyć rodziców. Obserwowali ją i czekali na odpowiedni moment. Sprawy się jednak skomplikowały kiedy pojawił się Nephilim.
   - Co teraz zrobimy?
   - Wasza dwójka będzie trzymać chłopaka z dala od dziewczyny. Ja ją zabiję.
   Złożyli skrzydła. Spadli na ziemię. Dwóch stanęło tuż przed Alexem. Ostatni przed Mią. Wyciągną miecz i szybkim ruchem przebił jej serce. Upadła na kolana. Alex widząc to wyciągną miecz ze złotą rękojeścią. Miał koło pół metra. Na końcu był lekko zakrzywiony. Lśnił niebieskim blaskiem. Aniołowie rzucili się na niego. Zrobił szybki unik przeskakując tuż nad skrzydłami i wbił miecz w serce. Anioł padł na kolana i spłonął. Drugi rzucił się na niego, ale chłopak był szybszy i ucią mu głowę. Ostatni stał i patrzył się na umierającą Mie. Alex wkurzył się i po chwili był już przy aniele. Demon nie zauważył, że Nephilm był tuż za nim. Odwrócił się ale było już za późno. Chłopak z obrotu przeciął go na pół.
   Aniołów nie było. Alex pad na kolana przed martwym ciałem dziewczyny. Jego miecz nie świecił ani na niebiesko ani na biało. Był srebrny jak zawsze po walce gdy demony spłonęły i były martwe. Czół się winny. Ostatnia nadzieja dla świata umarła. Alex czuł się winny. Gdybym był przy niej. To moja wina. Nephilim opuścił głowę. Jego twarz zasłoniły blond włosy. Patrzył na martwą Mię. Leżała bokiem. Jej koszulka była cała we krwi. Skóra pobladła. Usta zrobiły się sine i zakrwawione. Na jej policzku był ślad krwi. Włosy były sklejone krwią. Oczy zamknięte. Po jego policzku spłynęła mu łza spadając na policzek Mai.

***

  Nagle przed nią pojawił się anioł. Miał bladą skórę, czarną pelerynę i czarne skrzydła. Poczuła ból w sercu. Opuściła głowę i zobaczyła miecz wbity w serce. Opadła na kolana. Osunęła się na ziemię. Zobaczyła oczy mordercy. Były całe czarne. Jednak ostatnie co zobaczyła to jego twarz. Zamknęła oczy. Otoczyła ją ciemność i nicość.
   Jednak po chwili odczuła ból w plecach. Był nie do zniesienia. W końcu otworzyła oczy. Jej plecy przeszył niemożliwy ból ale po chwili ustąpił. Miała zamazane widzenie. Po chwili zobaczyła Alexa. Był nad nią pochylony a po jego policzkach spływały łzy. W jego ręce lśnił białym blaskiem miecz. W tej właśnie chwili podniósł wzrok i popatrzył na nią. Na jego twarzy pojawiło się wiele emocji. Niedowierzanie, zdziwienie i radość.
    - Przemiana się dokonała.